Dla niecierpliwych... :P
08 stycznia, 2006Jako, że od kilku dni jestem namiętnie męczona (szczególnie przez dwóch panów) aby pokazać przynajmniej fotki swojego tatuażu oto one. Aczkolwiek robione moimi własnymi łapkami (dokładnie rzecz biorąc prawą) z pomocą dwóch luster, więc proszę dużo od nich nie wymagać.



Ps.
Jeśli ktoś ma wielką potrzebę zobaczenia mojego nowego pokoju proszę mnie łapać do 20 dzisiaj na jabberze... wyślę zdjęcia mailem.



Ps.
Jeśli ktoś ma wielką potrzebę zobaczenia mojego nowego pokoju proszę mnie łapać do 20 dzisiaj na jabberze... wyślę zdjęcia mailem.
Napisane w wszystkie, zdjęcia | 48 komentarzy
'Druga Strona'
07 stycznia, 2006Zimna stal między moimi palcami. Cisza wciskająca się w każdy kąt pokoju. Ciemność ogarniająca zmysły i umysł. Domagająca się ofiary. Mojej. Oddalam się, przechodzę na drugą stronę. Widzę ich. Strażników czekających na mnie – kolejnego żołnieża gotowego na wszystko.
Przerażenie, strach i lęk. Coś co od dawna mi towarzyszy. Opuszcza tylko momentami w chwilach czystej przyejmności i walki. Umiem je opanować, ale pozwalam się im opętać. Nie czuję wtedy nic innego.
Samotność. Stan duszy kultywowany od wieków. Tak to już lata minęły. Gdy kazano mi podjąć decyzję, przeszłam na stronę zła. Jestem arcymagiem ognia – żołnierzem do zadań specjalnych, pilnującym granic. Tych drugich.
Zbliża się coś. Czego wcześniej żadna ze stron nie doświadczyła. Co zdecyduje o tym, kto wygra tą walkę toczącą się przez stulecia. Nic nie będzie takie jak wczęśniej, nie zachowa swojej pierwotnej formy.
Kolejne zadanie, kolejne noce spędzone na patrolach. Wszystko wydaje się w idealnym porządku. Każdy pilnuje swoich interesów. Ale to tylko złudzenia. Chcą się kontrolować. Wykorzystują nas – magów - do podprządkowania się Ich woli.
Toczymy walkę. Nieustannie. Nie zaważąjąc na nic. Zwykli ludzie tego nie widzą. Uważają to za ataki terrorystyczne i klęski żywiołowe. Są w błędzie. To my. Jednostki gotowe na każdy rodzaj misji, oddzielnie jesteśmy nikim, ale razem nie do pokonania. Uzupełniamy się, tworzymy idealną całość.
Wir walki, ta adrenalina w czasie kolejnego podejścia. Uda się, czy odkryją nas? Dodaje sił, mobilizuje. Wtedy naprawdę czuję, że żyję. Ktoś patrząc na to wszystko z boku widzi tylko poświecenie siebie, swojego życia i ideałów dla niczego. Bo tak jest. Nikt nam nie każe walczyć. Zawsze możemy wrócić do tego zwyczajnego świata. Ale tak się nie da. Nie uda Ci się to gdy już widziałeś tą drugą stronę.
Starcie za starciem, atak za atakiem. Oto nasza codzienność.
Skrytobójstwa, morderstwa w biały dzień. To, to czym się posługujemy gdy ktoś zdradza nasze tajemnice przeciwnikowi. Wydawałoby się to barbarzyńskie. Ale tylko z perspektywy człowieka współczesnego, zwykłego obywatela świata, który nie ma pojęcia o polityce. Ludzie postępowali tak od najdawniejszych czasów. Na tej płaszczyźnie nic się nie zmienia.
Aż w końcu nadszedł ten dzień. Niepomni na przepowiednie Najstarszych po raz kolejny planowaliśmy atak – tym razem w samo serce. Wieczna gorzka wojna, przez którą wielu nie zazna nigdy spokoju ducha.
Ostatni cios, destrukcyjny. Tak miało być. Ale los się zmienił. Wiatr zaczął wiać w przeciwną stronę. Krew. Martwe ciała, tysiące.
I Ona. Zwyciężczyni wszystkiego. Śmierć.
[Wrocław, Styczeń 2006]
By Aleksandra 'Nami' Twardowska
Przerażenie, strach i lęk. Coś co od dawna mi towarzyszy. Opuszcza tylko momentami w chwilach czystej przyejmności i walki. Umiem je opanować, ale pozwalam się im opętać. Nie czuję wtedy nic innego.
Samotność. Stan duszy kultywowany od wieków. Tak to już lata minęły. Gdy kazano mi podjąć decyzję, przeszłam na stronę zła. Jestem arcymagiem ognia – żołnierzem do zadań specjalnych, pilnującym granic. Tych drugich.
Zbliża się coś. Czego wcześniej żadna ze stron nie doświadczyła. Co zdecyduje o tym, kto wygra tą walkę toczącą się przez stulecia. Nic nie będzie takie jak wczęśniej, nie zachowa swojej pierwotnej formy.
Kolejne zadanie, kolejne noce spędzone na patrolach. Wszystko wydaje się w idealnym porządku. Każdy pilnuje swoich interesów. Ale to tylko złudzenia. Chcą się kontrolować. Wykorzystują nas – magów - do podprządkowania się Ich woli.
Toczymy walkę. Nieustannie. Nie zaważąjąc na nic. Zwykli ludzie tego nie widzą. Uważają to za ataki terrorystyczne i klęski żywiołowe. Są w błędzie. To my. Jednostki gotowe na każdy rodzaj misji, oddzielnie jesteśmy nikim, ale razem nie do pokonania. Uzupełniamy się, tworzymy idealną całość.
Wir walki, ta adrenalina w czasie kolejnego podejścia. Uda się, czy odkryją nas? Dodaje sił, mobilizuje. Wtedy naprawdę czuję, że żyję. Ktoś patrząc na to wszystko z boku widzi tylko poświecenie siebie, swojego życia i ideałów dla niczego. Bo tak jest. Nikt nam nie każe walczyć. Zawsze możemy wrócić do tego zwyczajnego świata. Ale tak się nie da. Nie uda Ci się to gdy już widziałeś tą drugą stronę.
Starcie za starciem, atak za atakiem. Oto nasza codzienność.
Skrytobójstwa, morderstwa w biały dzień. To, to czym się posługujemy gdy ktoś zdradza nasze tajemnice przeciwnikowi. Wydawałoby się to barbarzyńskie. Ale tylko z perspektywy człowieka współczesnego, zwykłego obywatela świata, który nie ma pojęcia o polityce. Ludzie postępowali tak od najdawniejszych czasów. Na tej płaszczyźnie nic się nie zmienia.
Aż w końcu nadszedł ten dzień. Niepomni na przepowiednie Najstarszych po raz kolejny planowaliśmy atak – tym razem w samo serce. Wieczna gorzka wojna, przez którą wielu nie zazna nigdy spokoju ducha.
Ostatni cios, destrukcyjny. Tak miało być. Ale los się zmienił. Wiatr zaczął wiać w przeciwną stronę. Krew. Martwe ciała, tysiące.
I Ona. Zwyciężczyni wszystkiego. Śmierć.
[Wrocław, Styczeń 2006]
By Aleksandra 'Nami' Twardowska
Napisane w opowiadania, wszystkie | 5 komentarzy
'Nowe życie'
07 stycznia, 2006Prolog
(XVI wiek... Gdzieś w Anglii)
– Nie spała długo...
Witaj! Wreszcie się obudziłaś. Możesz próbować ucieczki, i tak nic ci to nie da - najwyżej zginiesz. Tak, jesteś w moim domu. Wiem, nie jest piękny czy bogaty, chociaż powinien być, po tylu latach życia. Wygląda jak stary magazyn - to też wiem - przecież sam go wybrałem.
Wygodnie ci? Może jesteś spragniona? Na pewno? Dobrze, to ja zacznę swoją opowieść. Jeżeli będziesz miała pytania to nie bój się mi ich zadać.
Zdajesz sobie sprawę z tego, że jestem wampirem. Jeżeli przeraża cię moja bladość, to mogę nabrać kolorów żywego człowieka, ale będzie mnie kosztowało dużo energii.... Nie? Jak uważasz, przyzwyczajaj się. Chcę ci opowiedzieć o moim świecie, o hierarchii, jaka w nim panuje, o zwyczajach i zachowaniach. Jedni ludzie wierzą, że istniejemy, inni nie - ich sprawa, ale jest jeszcze jedna kategoria ludzi - pogromcy. Łowcy wampirów polują z rozkazu kościoła albo stają się nimi w akcie zemsty, - bo jakiś wampir zabił im członka rodziny. Wielu z nas zginęło przez te lata, ale nie wymieramy, bo ciągle zasilamy swoje kręgi - choć trzeba wielu lat, aby stać się potężnym wampirem. Człowieka jest łatwiej zabić niż krwiopijcę. Jest dużo mitów na ten temat. Ale tak naprawdę są skuteczne tylko dwa sposoby. Pierwszym jest odcięcie głowy i położenie jej u stóp, wtedy przeciwnik nie może się zregenerować i umiera. Nie - kołkiem nie zabijesz, to mit, ale jest w nim ziarno prawdy - jeżeli trafisz prosto w serce i je przebijesz, paraliżujesz wroga - niestety nie zamieniamy się w proch jak w opowieściach, to byłoby zbyt proste... Słońce, tak, to prawda, rani nas, ale daj mi proszę skończyć bo właśnie zmierzam do powiedzenia o drugim sposobie. Jak już wcześniej wspominałem, samo przebicie serca nie wystarczy, musisz albo odciąć głowę jak poprzednio, albo wystawić wampira na działanie promieni słonecznych. Tak, tak wtedy się obróci w proch. Pominąłem jeszcze jeden sposób - spalenie wampira na stosie, ale na to potrzebujesz więcej czasu, a prawie zawsze jest go brak. Zginiesz ty, lub twój przeciwnik, to prosta życiowa zasada. Tak, nawet gdy już jesteś martwa... Miałem ci opowiedzieć o hierarchii - wiem o tym - właśnie do tego zmierzam. Nie, nie musimy się śpieszyć. Przed tobą cała wieczność...
– Najpierw opowiedziałem jej o nas...
Wielu twierdzi, że jesteśmy wytworami magii, chociaż tak nie jest.
Jesteśmy potomkami Kaina. On sam stał się wampirem - ale został obalony przez synów w akcie diabolizmu. Nie można tego robić - to zakazane i surowo karane. Diabolizm polega na zabiciu „rodzica” przez swojego potomka - dokładniej, wyssania krwi „przodka”, która zawiera jego energię życiową i siłę. Pierwsi, którzy z niego powstali - tak można to ująć – to pierworodni. Oni są najsilniejsi i przewodzą siedmiu kastom. Ise jest władczynią stowarzyszenia Arystokratów. To oni mają w rękach największe bogactwa świata. Nie, to nie ludzie są najbogatsi na Ziemi. Exyp przewodzi podróżnikom, żaden z nich nie potrafi zadomowić się w jednym miejscu. Są wiecznymi wędrowcami. Ixale jest naukowcem i przywódcą tejże grupy. Ich celem jest ciągłe zdobywanie wiedzy, przez co mogą wydawać się trochę dziwni. Xoryn jest przywódcą potworów - nie rób miny, jakbyś miała zaraz zwymiotować - taka jest prawda. Oni nie przypominają ludzi, ani kształtem ani zachowaniem. Lido panuje nad Magami, sama zaś jest najpotężniejsza ze wszystkich stworzeń. Jeszcze przez pewien czas... Nie, to nie jest mój klan. Sefi jest moją władczynią, jestem ninja. Nikt nie wie co potrafimy, dlatego wszyscy się nas boją. A strach to również szacunek...Jest jeszcze jedna rodzina - Złodzieje - ich panem jest Nepet. W pewnym sensie są do nas podobni... Jedna ważna zasada, przez którą wielu młodych straciło życie, bo ich ”rodzice” nie powiedzieli im tego. Nigdy, ale to nigdy nie pyta się wampira z jakiego jest pokolenia - uznaje się to za dyshonor - a to grozi śmiercią, albo czymś jeszcze gorszym. O kastę? To możesz pytać - każdy ci odpowie, ponieważ to jest dumą wampira. Żeby osiągnąć wysoką pozycję w klanie, musimy wiele trenować i doskonalić swoje zdolności, a zarazem niwelować słabości. Tak to prawda, jesteśmy bez uczuć, no ale cóż, już taki nas los.
Wyjdźmy. Już wieczór, a ty zobaczysz po raz ostatni ten świat oczami człowieka. Nie udawaj zdziwionej, wiem że nie jesteś głupia. Wiedziałaś od początku że chcę cię przemienić. Żadnemu człowiekowi nie opowiedziałbym tego co tobie gdyby miał przeżyć.
Nie przyglądaj mi się tak, wiesz że wyglądam tak samo jak ty. O kocich oczach to nie prawda. A, chodzi Ci o parę z ust. No, oczywiście to jest gra, - jestem, jak to ludzie określają, „żywym trupem”, ale musisz tak robić... Jeżeli chcesz przeżyć... - Nie wiesz, kiedy nie wiesz gdzie, mogą Cię zaatakować łowcy. Wielu moich przyjaciół i osobników z innych kast zapominało o takich głupich szczegółach i zostało zgładzonych. Dokąd idziemy? Do karczmy, w którym jest mnóstwo pożywienia. Nie krzyw się, za kilka godzin i ty będziesz tak do tego podchodziła. No to co, że byłaś i jesteś jeszcze człowiekiem. Ale to się skończy już niedługo. Wszędzie nas wpuszczają, czemu mieliby nie? Wyglądamy jak ludzie, zachowujemy się jak oni, no dobrze może nie całkiem, dobrze, dobrze już może tylko trochę jak oni. Ale zwykły człowiek nie rozpozna wampira. Tam gdzie idziemy stoi na straży nasz znajomy, ale on nie jest wampirem, człowiekiem też nie... Jest Tylifem. Czymś pomiędzy dwoma rasami... Tak istnieje coś takiego. Żyje tyle co człowiek, no może trochę więcej bo około 200 lat, jest na pewno silniejszy od ludzi, ale tak jak wampir żywi się krwią, nie umiera na słońcu lecz ginie tak jak człowiek... Chciałaś powiedzieć: jak go można „stworzyć”? Bo Tylify są naszym tworem... Nie wypijasz jego krwi do końca i dodajesz odrobinę swojej.
Witaj Ardemie. Jak się masz? Tak, wiem ludzie są okropni, no ale cóż nic z nimi nie zrobisz, nie wymorduje się ich wszystkich. Możemy wejść? Dzięki. Oto największa i najbogatsza karczma w mieście. Nie oddalaj się ode mnie - chyba że wolisz zostać pożywieniem - a tego chyba nie chcesz, prawda? Tak też myślałem.
Weszliśmy do przestronnego pomieszczenia urządzonego modernistycznie(jak na XVI wiek). Z głównej sali odchodziły dwa boczne korytarze, jeden do sali tanecznej, drugi do baru. W sali w której się znaleźliśmy tłoczyło się dużo ludzi, ale czy tylko? Nie.
Widzisz tą kobietę w długiej sukni z początków XIV wieku? Tak, ona należy do arystokratów. A ten człowiek, który Ci się przygląda? Nie patrz w tamtą stronę - to mag, ale podrzędny. Spodobałaś mu się, z chęcią by Cię uwiódł i.... Hmmm... Zjadł. Wiem, wiem nieprzyjemnie to zabrzmiało, no ale tak by było gdybyś była sama - tak myślę.
Kiwnąłem na swoich ludzi.
Trzeba Ci znaleźć pożywienie na pierwszy głód. To uczucie..... Mhmmmm.... gdy wbijasz kły w szyję, chce się żyć.... Nawet po śmierci. Tak, możesz robić wszystko - bez ograniczeń. Będziesz miała możliwość regeneracji... Ale tylko lżejszych ran, więc uważaj. Tracąc głowę, stracisz życie...
Nie, dzieci nie możemy mieć. Dlaczego nie „tworzymy” wampirów z dzieci? Hmmm, może dlatego że, wampiry się nie starzeją – wyglądają tak jak podczas przemiany. Dzieci by nie rosły, tylko stawałyby się coraz mądrzejsze, nie zaznałyby przyjemności bycia nastolatkiem, czy późniejszego, już dorosłego życia -jeżeli nawet byłoby ono krótkie w roli człowieka. Po lewej na kanapie, widzisz? Z drinkiem siedzi Xelos z kasty złodziei. Tak, prawda nie wygląda, ale pozory mylą. Jest bardzo charyzmatyczny, więc uważaj, gdy będziesz z nim rozmawiała. Potrafi wkraść się w łaski bardzo bogatych osób. Taki proceder przynosi niemałe zyski. A że bogaci i wpływowi ludzie później giną to...Hmmm, no cóż, już inna historia... Zwykle podejrzenia padają na ich wrogów. Nie obchodzi nas co się dzieje w polityce ludzi. Ważne są dla nas stosunki między klanami a nie państwami ludzi. Tak, zdarzają się wojny. Między dwoma - trzema kastami. Ale inni starają się w to nie ingerować to jest ich wewnętrzna wojna. Oni tracą krewnych – nie nasza rodzina. Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale jeżeli Twój „rodzic”, w tym przypadku ja, należy do jakieś grupy, Ty nie możesz zmienić przynależności, ponieważ jest to uważane za nielojalność i wysyłają za Tobą zabójcę. A nawet inne kasty nie przyjmują zdrajców, bo same się obawiają oszustwa. Bo wewnątrz dzieją się różne rzeczy które nie powinny wyjść nigdy na światło dzienne, a co dopiero dojść do uszu wampirów innej przynależności.
W tym momencie podeszło do nas trzech przystojnych mężczyzn i oznajmiło, że wychodzą. Więcc i my wyszliśmy. Z trudem przecisnęliśmy się przez gęstniejący tłum.
Przemierzaliśmy ciche, aż nie naturalnie ciche uliczki. Zdążaliśmy na miejsce, gdzie to miało się dokonać - przemienienie – mistyczne, a zarazem okrutne. Bo jednak pozbawia się człowieka duszy i przemienia się go w pół martwego, niby humanoida, ale to jednak już nie ta sama osoba. Zatraca swoje dawne wartości - nie liczy się nic - nic poza pierwszym głodem, nic poza opanowaniem bestii, nic poza zatopieniem swoich kłów w wciąż jeszcze ciepłym ciele swojej pierwszej ofiary.
Tak, to się pamięta do końca swoich dni - a ich przed Tobą jeszcze wiele - o ile nie dasz się zabić i pewien czas spędzisz ze mną, pozwalając się nauczyć wielu potrzebnych rzeczy. Wybiła trzecia. Nadszedł czas....
Podszedłem do niej, cała drżała ze strachu.
Uspokój się... Zapamiętasz tę chwilę do końca życia. Później będziesz mi za to dziękowała.
Gdy wbiłem kły w jej delikatną skórę, drgnęła lekko i wydała z siebie cichy jęk. Gdy jej ciepła krew płynęła powoli przez moje usta, poczułem, znany mi dobrze metaliczny posmak... Ale było w niej coś innego... Znacznie różniącego się od, krwi przeciętnego człowieka... Wiedziałem, że będzie kimś wyjątkowym... Objąłem ją, aby nie wyślizgnęła mi się z ramion. Nagle przez moją głowę przemknęły setki wspomnień, wydałem z siebie ekstatyczne westchnienie i upadłem, wypuszczając ją na sofę... Tak, ona naprawdę będzie niezwykła...Po kilku chwilach ocknąłem się na podłodze. Gdy nie zostało już w niej ani trochę krwi człowieka, rozciąłem swoją rękę i do jej gardła wlałem kilka kropel jakże cennej krwi. Była jeszcze taka ciepła i przyjemna w dotyku. Niestety, już za kilka chwil będzie zimna jak lód - i taka pozostanie już na wieki. Sądzę że dokonałem lepszego wyboru zmieniając ją - niż aby miała stać się tylko jednorazowym żywicielem. Zanim przebudzi się, minie trochę czasu... Ta chwila trwała jakby wiecznie.. Ale co dla mnie znaczy wieczność? Prawie nic. Dla człowieka to dużo - naprawdę wiele - dla wampira to tylko słowo. Leżała na sofie, taka blada i chłodna. Pocałowałem ją w zimne usta. Po kilkunastu godzinach otworzyła oczy i zapragnęła tego... Zasmakowałaś pierwszej ofiary.
Tak oto narodziła się Ushade.
A więc już wiesz... Nie ma co odwlekać, niedługo trzecia - teraz nadszedł czas na Ciebie...
I Rozdział
W pomieszczeniu było ciemno... Tylko świece dawały słaby blask. W ciemnościach nie można było dostrzec, czy ściany są czymś ozdobione, ale było wątpliwe, że wisiały na nich jakieś obrazy. W powietrzu unosiła się słaba woń stęchlizny, która nagromadziła się tutaj przez wieki. Na ziemi leżał wielki czerwony dywan, który zakrywał większą część podłogi w pokoju. Na staroświeckiej kanapie siedziała kobieta przed którą klęczała postać. Nagle dał się słyszeć krzyk, niespodziewany, jak piorun na burzowym niebie.. Głos tak samo niespodziewanie zamilkł. Niewątpliwie należał do człowieka.
- Ushade, pragniesz jeszcze krwi?
- Tak - odpowiedziała odrzucając na bok ciało mężczyzny. Który jeszcze przed chwilą żył. To on krzyczał..
- Przyprowadźcie jeszcze jedną ofiarę! - Jego głos niósł się echem po pokoju.... Jeżeli można to nazwać pokojem.
W chwilę potem dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn wprowadziło do sali szamoczącą się kobietę. Została rzucona Ushade pod nogi.
- Jak się nazywasz? - Zapytała melodyjnym głosem, pokazując przy tym swoje piękne kły.
- Adee - dumnie odpowiedziała kobieta, patrząc wampirzycy prosto w jej zielone oczy.
- Nie boisz się mnie? - Ushade ponownie uśmiechnęła się.
- Niby, czego mam się bać? Pewnie i tak mnie zabijesz. Czy teraz czy później. Żadna różnica.
- Życie Ci nie jest miłe?
- Nie. Nie mam po co żyć. Nie mam dla kogo żyć.
- Dobrze więc.
Ushade wstała. Powoli, jakby z namysłem, stawiała każdy kolejny krok. Adee, która klęczała oddalona kilkanaście stóp od wampirzycy, czekała na każdy kolejny krok z utęsknieniem. Ta chwila trwała i trwała... Gdy wampirzyca stanęła naprzeciwko swojej kolejnej ofiary, błyskawicznym ruchem odgarnęła włosy z jej szyi. Kiedy wbiła kły w tętnicę poczuła, że żyje. Było to jej prawdziwe życie. Przez jej usta popłynęła ciepła, sycąca krew. Tak to naprawdę było przyjemne. Ciało już martwej dziewczyny odrzuciła na bok. Wtem podszedł do niej Togu i pocałował ją namiętnie, tak jak całują się kochankowie przed kolejnym rozstaniem... Gdy oderwał swoje usta od jej jeszcze pełnych krwi, jakże smacznych i pociągających ust.
Wziął ją za rękę i poprowadził do innego pokoju.
W pomieszczeniu panował półmrok. Ushade szła cicho po starej dębowej podłodze, rozglądając się z zachwytem.
- To zbrojownia. - powiedział.
Młoda wampirzyca przyglądała się z nabożną czcią, każdemu narzędziu śmierci wiszącemu na ścianie, czy też leżącemu na stołach rozstawionych wokół przestronnej sali.
- Możesz wybrać, co tylko zechcesz.
- Co tylko zechcę...- wyszeptała.
Wolnym krokiem ruszyła obchodząc wokoło, całą komnatę. Jej błyszczące, zielone oczy, dokładnie lustrowały każdą z broni. Pięknie wykonane miecze, masywne topory, nieporęczne lecz zabójcze korbacze, halabardy, rapiery, florety, sztylety, szable, włócznie, łuki, kusze, dmuchawki i inne śmiercionośne przedmioty, których nie potrafiła nawet nazwać. A ona mogła wybrać co tylko chciała! Sprawdziła kilkakrotnie każdą z broni, robiła improwizowane ataki, zabijając wyimaginowanych przeciwników, ale żadna z dotychczasowych nie przypadła jej do gustu. Bronie drzewcowe, jak halabardy czy włócznie, w ogóle jej nie odpowiadały. Potrzebowała czegoś lżejszego, szybszego, czegoś z duszą... Nagle jej wzrok utkwił na metrowym, czarnym przedmiocie, lżącym kilka stołów dalej. Spojrzała na dziwne gwiazdki, zakończone ostrzami, nietypowe sztylety bez rękojeści i trzy smoliście czarne pochwy. Uniosła najdłuższą z nich i powoli wysunęła błyszczącą klingę. Broń ważyła mniej od zwykłego miecza, miała okrągłą gardę i była lekko zakrzywiona. Jej oczy dostrzegły dziwne znaki wyryte na ostrzu.
- Co to jest? - zapytała.
- Katana. Miecz wschodnich wojowników, zwanych samurajami. Legendy mówią że niczego się nie lękają.
- Katana... Zadziwiająco lekkie jak na broń dla mężczyzny. Tu są jakieś dziwne znaki. Co one znaczą?
- To znane powiedzenie w kraju pochodzenia tego miecza, a znaczy: "Wahanie jest ziarnem porażki"
- Tak... A pozostałe?
- Najkrótsze to Tanto, a średnie Wakizashi. Katana i Wakizashi w tandemie zwane są Daisho. To bronie wymagające dyscypliny i opanowania, ale wiedziałem że ci się spodobają...
- Dlaczego ty ich nie wziąłeś?
- Mówiłem, dyscyplina i opanowanie. Nie potrafiłem nimi walczyć. Nie chciały się mi poddać... Tamten jest mój. - wskazał leżący na podstawce miecz. Dostałem go od samej Sefi.
- Kiedy zaczniemy trening?- spojrzała na niego z błyskiem swych zielonych oczu i uśmiechnęła się wyzywająco...
- Kiedy tylko będziesz gotowa.
Do pokoju wdarły się pierwsze promienie słońca. Słudzy pojawili się jakby z nikąd. Zasłonili wszystkie kotary w oknach i wyszli. Zaczynał się nowy dzień...a z nim egzystencja ludzi.
- Czas położyć się spać Ushade.
- Z miłą chęcią.
Przeszli przez cały dom, który przypominał bardziej magazyn, a jednak czuło się w tym budynku jakąś atmosferę. Ale czy domową? Nie całkiem...
Sypialnia była gustownie urządzona, wielkie łoże z baldachimem komponowało się z kolorystyką całego pokoju. Meble pochodziły z XII wieku. Były bogato zdobione, po prostu piękne.. Po przyjrzeniu się postaciom zdobiącym kolumny baldachimu można było dostrzec, że każda jest inna, starannie wykonana, ale zarazem straszna... Ponieważ ukazana w momencie agonii...
- Sypiasz tu sam?
- Nie, zdarzało się że miałem towarzyszkę. Teraz mam nadzieję, że miejsce obok mnie przez długi czas nie będzie puste
- Też mam taką nadzieję.
- Przepraszam, zaraz wrócę.
Togu wybiegł z pokoju jak oparzony, widać, że przypomniał sobie pewną nie cierpiącą zwłoki sprawę i musiała być ona załatwiona za dnia. Ushade w tym czasie przebrała się ze skórzanego ubrania, które nadal miała na sobie w zwiewną, letnią koszulę nocną. Która współgrała z kolorami pościeli - była błękitna.
Gdy wrócił, błyskawicznie przebrał się w czarne atłasowe spodnie do spania i położył się obok Ushade na łożu. Po chwili przekręcania się z boku na bok, postanowił przysunąć się i przytulić do wampirzycy.. Po ciężkiej nocy, która bardzo rzadko się zdarzała , ponieważ mało kogo postanawiał przemienić, ten dotyk był ukojeniem.
W sumie było to coś prawie nowego, ponieważ Ushade była trzecią kobietą, którą zmienił. Ale z nią łączyła go jakaś dziwna więź, i przeczuwał, że ona naprawdę wiele osiągnie i będzie wyjątkowa. Gdy zasypiał, ta myśl nie dawała mu spokoju...
II Rozdział
Przytulone wampiry obudziło pukanie do drzwi.
- Czego?
- Panie, znaleźliśmy... - Odpowiedział bojaźliwie głos zza drzwi.
- Dobrze. Możesz odejść.
Togu powoli wstał z łóżka, po jego ruchach można było poznać, że czynił to z wielką niechęcią.
- W szafie - wskazał na wielkie podwójne drzwi z płaskorzeźbami - znajdziesz suknie. Wybierz sobie jakąś.
Ubrał się i wyszedł z sypialni pozostawiając Ushade samą sobie. Gdy otworzyła wielkie drzwi, jej oczom ukazał się oszałamiający widok, wnętrze szafy było wypełnione po prawej stronie sukniami wszelkiej maści: od krótkich po długie aż do ziemi, we wszystkich kolorach poczynając od białej a kończąc na czarnej, od atłasu po bawełnę. Po długiej chwili zamyślenia i przebierania w pięknych kreacjach wampirzyca wybrała czarne odzienie. Suknia podkreślała jej idealną kobiecą figurę. Uwydatniała kształtne piersi i pełne, ale jakże zgrabne biodra. Kiedy znalazła odpowiednie buty, założyła je i wyszła z sypialni zamykając za sobą drzwi. Po krótkiej wędrówce przez labirynt pokoi znalazła Togu. Stał przed drzwiami, trzymając jej płaszcz.
- Właśnie posłałem po Ciebie służbę. Dobrze, że już jesteś. Wychodzimy. Pragnę coś Ci pokazać.
- Idziemy czy jedziemy?
- Jedziemy.
Przed budynkiem czekał powóz do którego były zaprzężone dwa piękne, czarne jak heban rumaki. Woźnica otworzył drzwi, a jej oczom ukazało się wnętrze powozu, które było purpurowe. Gdy dotknęła ławy, na której miała zamiar usiąść, pod palcami poczuła delikatność materiału oraz jego miękkość. Nie wiedziała jak długo będą jechać, ale przeczuwała, że mimo wszystko będzie to wygodna podróż.
- Gdzie
- Do zamku najmilsza, do zamku. - Togu uśmiechnął się szarmancko i pocałował Ushade.
Droga minęła dość szybko. Co jakiś czas wymieniali skromne uwagi, potem znów następowała krępująca cisza... Gdy powóz wreszcie zatrzymał się, a drzwi otworzyły się ich oczom ukazał się zapierający dech w piersiach widok. Ze wzgórza, na którym zatrzymał się powóz, roztaczał się zdumiewający obraz morza, które wydawało się, że nie ma krańca. Nad skarpą, na której właśnie się znajdowali górował zamek.
- To jest cel naszej podróży.
- Achhh - Ushade wydała z siebie ciche westchnienie.
- Składamy wizytę gospodarzowi. - Togu uśmiechnął się ukazując swoje kły.
- Wyborne śniadanie będzie dzisiaj. - Ushade zachichotała i zdała sobie sprawę ze swojego głodu.
- Opanuj głód. Za jakieś dwie godziny będziesz mogła spokojnie się posilić. - Powiedział Togu jakby czytając jej w myślach.
Kołatka na drzwiach przedstawiała dwóch rycerzy walczących ze sobą. Chwilę po tym, jak Togu zastukał nią w drzwi, jedna połowa otworzyła się. Szybkim krokiem doszedł do wampirów lokaj. Był on wysokim, barczystym mężczyzną. Jego przystojna twarz poorana była drobnymi zmarszczkami. Co mówiło samo za siebie, że nie jest on już pierwszej młodości. Ubrany był jak na służbę przystało w czarne odzienie.
- Mój pan oczekuje Państwa.- Powiedział lokaj kłaniając się, ale chwilę potem był już wyprostowany jak żołnierz na warcie.
- Za jakiś czas przyjedzie jeszcze nasza służba, proszę ich wpuścić. - Głos Togu brzmiał groźnie, więc zgięty człowiek nie odważył sprzeciwić się woli gościa.
- Tak jest proszę Pana.- Sługa zgiął się w głębokim ukłonie, zamknął drzwi i odszedł.
W chwile później niewiadomo skąd przed nimi pojawił się majordomus.
- Dobry wieczór państwu. Zapraszam do salonu. Lord już na Państwa czeka. - Ukłonił się nisko nowo przybyły.
Ushade delikatnie ujęła Togu pod ramię. Przeszli przez kilka korytarzy, oraz trzy gustownie i bogato urządzone komnaty. Każda z nich była w innym kolorze. Pierwsza, przez którą przechodzili, była w odcieniu ciemnozielonym, a na jej ścianach wisiały obrazy rodowe. Nic więcej się w niej nie znajdowało. Druga przez, którą przeszli była biblioteka. Była ona dwupiętrowa, na drugie piętro prowadziły rzeźbione schody. Regały zaś były pełne ksiąg, a wejść pilnowały rycerskie zbroje.
- Będę miał co czytać. - Szepnął Togu do ucha Ushade, a ta uśmiechnęła się promiennie.
- Podoba mi się zamek, chociaż widzieliśmy tak mało. - Odszepnęła wampirka.
Przeszli przez jeszcze jedno pomieszczenie. Tym razem było ono w kolorze niebieskim. W komnacie znajdował się kominek, który dawał wiele ciepła. Naprzeciwko niego znajdowała się sofa. Na ścianach wisiały trofea myśliwskie, poczynając od głów dzików i tym podobnych po wypchane sarny, oraz skórę z wielkiego białego niedźwiedzia, która znajdowała się przed kominkiem.
- To jest ten salon?
- Nie, proszę Pana. Lord czeka w wielkim salonie. Jeszcze tylko kawałek.
- To dobrze.
Stanęli naprzeciwko wielkich dwuskrzydłowych drzwi. Płaskorzeźby na nich przedstawiały sceny z raju. Majordomus zręcznie je otworzył - jakby w ogóle nie ważyły i zaanonsował przybycie nowych gości. Gdy chwile potem przepuścił ich, żeby mogli swobodnie wejść do sali, ich oczom ukazał się piękny widok. Całe pomieszczenie było bardzo dobrze oświetlone, ponieważ co kawałek znajdowały się kinkiety ze świecami. Pokój był urządzony gustownie. Meble były stare, ale piękne i proste zarazem, co sprawiało, że salon wyglądał dostojnie. Salon był w kolorze szkarłatnej czerwieni. Ich uwagę przykuł wielki obraz. Jak się potem okazało było to drzewo rodowe Lorda Hendersona. Przeszli już pół sali, ale nie zauważyli jeszcze właściciela zamku.
- Witajcie mości Państwo! - Głos dobiegł z wielkiego fotela, który był ustawiony w stronę kominka. Dlatego wcześniej nie zauważyli gospodarza...
- Witaj Lordzie Syriuszu. Dziękuję za zaproszenie.
Togu podszedł do fotela, pociągając za sobą ciągle przyglądającą się wnętrzu Ushade.
- Twoja małżonka, wielmożny panie? - Słowa Lorda były bardzo uprzejme.
Ushade natomiast lekko drgnęła na dźwięk słowa „małżonka”, bo przecież nią nie była - i nie miała zamiaru być. W poprzednim życiu też jej się udało uniknąć tej „smyczy”.
- Tak, oto Ushade.
Wampirzyca, gdy usłyszała swoje imię wyrwała się z zamyślenia i dygnęła, jak nakazywał zwyczaj szlachecki.
- Proszę usiądźcie. - Syriusz klasnął dwa razy w dłonie i służba wniosła dwa fotele podobne do tego, na którym on siedział.
- Możecie odejść, ale najpierw przynieście coś do picia. - Powiedział, znacząco patrząc na służbę.
- Mieszka tu Lord sam?
- Tak, odkąd zmarła moja małżonka. Jest ze mną jeszcze tylko służba. - Ze smutną miną odpowiedział Syriusz.
- Dobrze.... Bardzo dobrze... - Szeptał sam do siebie Togu.
W tym momencie weszła służka, która przyniosła dzban wina oraz trzy kieliszki. Syriusz wygonił ją ruchem ręki, gdy tylko postawiła tacę na stoliku.
- Nalać panu wina? - Zapytał Togu właściciela zamku.
- Tak, bardzo proszę. - Z uśmiechem na twarzy odpowiedział Henderson.
- Ile lat ma ten zamek? - Zapytała Ushade z żywą ciekawością w oczach.
- Został wybudowany przez mojego prapraprapra dziadka w 1127 roku. - Miło odpowiedział Syriusz.
W czasie, gdy Ushade zabawiała Lorda rozmową. Togu nalewał wina do poszczególnych kieliszków. Gdy już rozlał zawartość dzbanka do trzech kieliszków wrócił do towarzystwa swojej „żony” i władcy tego zamku.
- Wznieśmy toast za jakże szczególnych i ważnych gości w moim domu. - Rozpromieniony lord wyciągnął rękę w górę i wzniósł toast.
- Wznieśmy również toast za pana tego zamku, aby zawsze sprzyjali mu bogowie. - Odpowiedział Togu.
CDN
[Wrocław, Październik 2004 - ...]
By Aleksandra 'Nami' Twardowska
(XVI wiek... Gdzieś w Anglii)
– Nie spała długo...
Witaj! Wreszcie się obudziłaś. Możesz próbować ucieczki, i tak nic ci to nie da - najwyżej zginiesz. Tak, jesteś w moim domu. Wiem, nie jest piękny czy bogaty, chociaż powinien być, po tylu latach życia. Wygląda jak stary magazyn - to też wiem - przecież sam go wybrałem.
Wygodnie ci? Może jesteś spragniona? Na pewno? Dobrze, to ja zacznę swoją opowieść. Jeżeli będziesz miała pytania to nie bój się mi ich zadać.
Zdajesz sobie sprawę z tego, że jestem wampirem. Jeżeli przeraża cię moja bladość, to mogę nabrać kolorów żywego człowieka, ale będzie mnie kosztowało dużo energii.... Nie? Jak uważasz, przyzwyczajaj się. Chcę ci opowiedzieć o moim świecie, o hierarchii, jaka w nim panuje, o zwyczajach i zachowaniach. Jedni ludzie wierzą, że istniejemy, inni nie - ich sprawa, ale jest jeszcze jedna kategoria ludzi - pogromcy. Łowcy wampirów polują z rozkazu kościoła albo stają się nimi w akcie zemsty, - bo jakiś wampir zabił im członka rodziny. Wielu z nas zginęło przez te lata, ale nie wymieramy, bo ciągle zasilamy swoje kręgi - choć trzeba wielu lat, aby stać się potężnym wampirem. Człowieka jest łatwiej zabić niż krwiopijcę. Jest dużo mitów na ten temat. Ale tak naprawdę są skuteczne tylko dwa sposoby. Pierwszym jest odcięcie głowy i położenie jej u stóp, wtedy przeciwnik nie może się zregenerować i umiera. Nie - kołkiem nie zabijesz, to mit, ale jest w nim ziarno prawdy - jeżeli trafisz prosto w serce i je przebijesz, paraliżujesz wroga - niestety nie zamieniamy się w proch jak w opowieściach, to byłoby zbyt proste... Słońce, tak, to prawda, rani nas, ale daj mi proszę skończyć bo właśnie zmierzam do powiedzenia o drugim sposobie. Jak już wcześniej wspominałem, samo przebicie serca nie wystarczy, musisz albo odciąć głowę jak poprzednio, albo wystawić wampira na działanie promieni słonecznych. Tak, tak wtedy się obróci w proch. Pominąłem jeszcze jeden sposób - spalenie wampira na stosie, ale na to potrzebujesz więcej czasu, a prawie zawsze jest go brak. Zginiesz ty, lub twój przeciwnik, to prosta życiowa zasada. Tak, nawet gdy już jesteś martwa... Miałem ci opowiedzieć o hierarchii - wiem o tym - właśnie do tego zmierzam. Nie, nie musimy się śpieszyć. Przed tobą cała wieczność...
– Najpierw opowiedziałem jej o nas...
Wielu twierdzi, że jesteśmy wytworami magii, chociaż tak nie jest.
Jesteśmy potomkami Kaina. On sam stał się wampirem - ale został obalony przez synów w akcie diabolizmu. Nie można tego robić - to zakazane i surowo karane. Diabolizm polega na zabiciu „rodzica” przez swojego potomka - dokładniej, wyssania krwi „przodka”, która zawiera jego energię życiową i siłę. Pierwsi, którzy z niego powstali - tak można to ująć – to pierworodni. Oni są najsilniejsi i przewodzą siedmiu kastom. Ise jest władczynią stowarzyszenia Arystokratów. To oni mają w rękach największe bogactwa świata. Nie, to nie ludzie są najbogatsi na Ziemi. Exyp przewodzi podróżnikom, żaden z nich nie potrafi zadomowić się w jednym miejscu. Są wiecznymi wędrowcami. Ixale jest naukowcem i przywódcą tejże grupy. Ich celem jest ciągłe zdobywanie wiedzy, przez co mogą wydawać się trochę dziwni. Xoryn jest przywódcą potworów - nie rób miny, jakbyś miała zaraz zwymiotować - taka jest prawda. Oni nie przypominają ludzi, ani kształtem ani zachowaniem. Lido panuje nad Magami, sama zaś jest najpotężniejsza ze wszystkich stworzeń. Jeszcze przez pewien czas... Nie, to nie jest mój klan. Sefi jest moją władczynią, jestem ninja. Nikt nie wie co potrafimy, dlatego wszyscy się nas boją. A strach to również szacunek...Jest jeszcze jedna rodzina - Złodzieje - ich panem jest Nepet. W pewnym sensie są do nas podobni... Jedna ważna zasada, przez którą wielu młodych straciło życie, bo ich ”rodzice” nie powiedzieli im tego. Nigdy, ale to nigdy nie pyta się wampira z jakiego jest pokolenia - uznaje się to za dyshonor - a to grozi śmiercią, albo czymś jeszcze gorszym. O kastę? To możesz pytać - każdy ci odpowie, ponieważ to jest dumą wampira. Żeby osiągnąć wysoką pozycję w klanie, musimy wiele trenować i doskonalić swoje zdolności, a zarazem niwelować słabości. Tak to prawda, jesteśmy bez uczuć, no ale cóż, już taki nas los.
Wyjdźmy. Już wieczór, a ty zobaczysz po raz ostatni ten świat oczami człowieka. Nie udawaj zdziwionej, wiem że nie jesteś głupia. Wiedziałaś od początku że chcę cię przemienić. Żadnemu człowiekowi nie opowiedziałbym tego co tobie gdyby miał przeżyć.
Nie przyglądaj mi się tak, wiesz że wyglądam tak samo jak ty. O kocich oczach to nie prawda. A, chodzi Ci o parę z ust. No, oczywiście to jest gra, - jestem, jak to ludzie określają, „żywym trupem”, ale musisz tak robić... Jeżeli chcesz przeżyć... - Nie wiesz, kiedy nie wiesz gdzie, mogą Cię zaatakować łowcy. Wielu moich przyjaciół i osobników z innych kast zapominało o takich głupich szczegółach i zostało zgładzonych. Dokąd idziemy? Do karczmy, w którym jest mnóstwo pożywienia. Nie krzyw się, za kilka godzin i ty będziesz tak do tego podchodziła. No to co, że byłaś i jesteś jeszcze człowiekiem. Ale to się skończy już niedługo. Wszędzie nas wpuszczają, czemu mieliby nie? Wyglądamy jak ludzie, zachowujemy się jak oni, no dobrze może nie całkiem, dobrze, dobrze już może tylko trochę jak oni. Ale zwykły człowiek nie rozpozna wampira. Tam gdzie idziemy stoi na straży nasz znajomy, ale on nie jest wampirem, człowiekiem też nie... Jest Tylifem. Czymś pomiędzy dwoma rasami... Tak istnieje coś takiego. Żyje tyle co człowiek, no może trochę więcej bo około 200 lat, jest na pewno silniejszy od ludzi, ale tak jak wampir żywi się krwią, nie umiera na słońcu lecz ginie tak jak człowiek... Chciałaś powiedzieć: jak go można „stworzyć”? Bo Tylify są naszym tworem... Nie wypijasz jego krwi do końca i dodajesz odrobinę swojej.
Witaj Ardemie. Jak się masz? Tak, wiem ludzie są okropni, no ale cóż nic z nimi nie zrobisz, nie wymorduje się ich wszystkich. Możemy wejść? Dzięki. Oto największa i najbogatsza karczma w mieście. Nie oddalaj się ode mnie - chyba że wolisz zostać pożywieniem - a tego chyba nie chcesz, prawda? Tak też myślałem.
Weszliśmy do przestronnego pomieszczenia urządzonego modernistycznie(jak na XVI wiek). Z głównej sali odchodziły dwa boczne korytarze, jeden do sali tanecznej, drugi do baru. W sali w której się znaleźliśmy tłoczyło się dużo ludzi, ale czy tylko? Nie.
Widzisz tą kobietę w długiej sukni z początków XIV wieku? Tak, ona należy do arystokratów. A ten człowiek, który Ci się przygląda? Nie patrz w tamtą stronę - to mag, ale podrzędny. Spodobałaś mu się, z chęcią by Cię uwiódł i.... Hmmm... Zjadł. Wiem, wiem nieprzyjemnie to zabrzmiało, no ale tak by było gdybyś była sama - tak myślę.
Kiwnąłem na swoich ludzi.
Trzeba Ci znaleźć pożywienie na pierwszy głód. To uczucie..... Mhmmmm.... gdy wbijasz kły w szyję, chce się żyć.... Nawet po śmierci. Tak, możesz robić wszystko - bez ograniczeń. Będziesz miała możliwość regeneracji... Ale tylko lżejszych ran, więc uważaj. Tracąc głowę, stracisz życie...
Nie, dzieci nie możemy mieć. Dlaczego nie „tworzymy” wampirów z dzieci? Hmmm, może dlatego że, wampiry się nie starzeją – wyglądają tak jak podczas przemiany. Dzieci by nie rosły, tylko stawałyby się coraz mądrzejsze, nie zaznałyby przyjemności bycia nastolatkiem, czy późniejszego, już dorosłego życia -jeżeli nawet byłoby ono krótkie w roli człowieka. Po lewej na kanapie, widzisz? Z drinkiem siedzi Xelos z kasty złodziei. Tak, prawda nie wygląda, ale pozory mylą. Jest bardzo charyzmatyczny, więc uważaj, gdy będziesz z nim rozmawiała. Potrafi wkraść się w łaski bardzo bogatych osób. Taki proceder przynosi niemałe zyski. A że bogaci i wpływowi ludzie później giną to...Hmmm, no cóż, już inna historia... Zwykle podejrzenia padają na ich wrogów. Nie obchodzi nas co się dzieje w polityce ludzi. Ważne są dla nas stosunki między klanami a nie państwami ludzi. Tak, zdarzają się wojny. Między dwoma - trzema kastami. Ale inni starają się w to nie ingerować to jest ich wewnętrzna wojna. Oni tracą krewnych – nie nasza rodzina. Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale jeżeli Twój „rodzic”, w tym przypadku ja, należy do jakieś grupy, Ty nie możesz zmienić przynależności, ponieważ jest to uważane za nielojalność i wysyłają za Tobą zabójcę. A nawet inne kasty nie przyjmują zdrajców, bo same się obawiają oszustwa. Bo wewnątrz dzieją się różne rzeczy które nie powinny wyjść nigdy na światło dzienne, a co dopiero dojść do uszu wampirów innej przynależności.
W tym momencie podeszło do nas trzech przystojnych mężczyzn i oznajmiło, że wychodzą. Więcc i my wyszliśmy. Z trudem przecisnęliśmy się przez gęstniejący tłum.
Przemierzaliśmy ciche, aż nie naturalnie ciche uliczki. Zdążaliśmy na miejsce, gdzie to miało się dokonać - przemienienie – mistyczne, a zarazem okrutne. Bo jednak pozbawia się człowieka duszy i przemienia się go w pół martwego, niby humanoida, ale to jednak już nie ta sama osoba. Zatraca swoje dawne wartości - nie liczy się nic - nic poza pierwszym głodem, nic poza opanowaniem bestii, nic poza zatopieniem swoich kłów w wciąż jeszcze ciepłym ciele swojej pierwszej ofiary.
Tak, to się pamięta do końca swoich dni - a ich przed Tobą jeszcze wiele - o ile nie dasz się zabić i pewien czas spędzisz ze mną, pozwalając się nauczyć wielu potrzebnych rzeczy. Wybiła trzecia. Nadszedł czas....
Podszedłem do niej, cała drżała ze strachu.
Uspokój się... Zapamiętasz tę chwilę do końca życia. Później będziesz mi za to dziękowała.
Gdy wbiłem kły w jej delikatną skórę, drgnęła lekko i wydała z siebie cichy jęk. Gdy jej ciepła krew płynęła powoli przez moje usta, poczułem, znany mi dobrze metaliczny posmak... Ale było w niej coś innego... Znacznie różniącego się od, krwi przeciętnego człowieka... Wiedziałem, że będzie kimś wyjątkowym... Objąłem ją, aby nie wyślizgnęła mi się z ramion. Nagle przez moją głowę przemknęły setki wspomnień, wydałem z siebie ekstatyczne westchnienie i upadłem, wypuszczając ją na sofę... Tak, ona naprawdę będzie niezwykła...Po kilku chwilach ocknąłem się na podłodze. Gdy nie zostało już w niej ani trochę krwi człowieka, rozciąłem swoją rękę i do jej gardła wlałem kilka kropel jakże cennej krwi. Była jeszcze taka ciepła i przyjemna w dotyku. Niestety, już za kilka chwil będzie zimna jak lód - i taka pozostanie już na wieki. Sądzę że dokonałem lepszego wyboru zmieniając ją - niż aby miała stać się tylko jednorazowym żywicielem. Zanim przebudzi się, minie trochę czasu... Ta chwila trwała jakby wiecznie.. Ale co dla mnie znaczy wieczność? Prawie nic. Dla człowieka to dużo - naprawdę wiele - dla wampira to tylko słowo. Leżała na sofie, taka blada i chłodna. Pocałowałem ją w zimne usta. Po kilkunastu godzinach otworzyła oczy i zapragnęła tego... Zasmakowałaś pierwszej ofiary.
Tak oto narodziła się Ushade.
A więc już wiesz... Nie ma co odwlekać, niedługo trzecia - teraz nadszedł czas na Ciebie...
I Rozdział
W pomieszczeniu było ciemno... Tylko świece dawały słaby blask. W ciemnościach nie można było dostrzec, czy ściany są czymś ozdobione, ale było wątpliwe, że wisiały na nich jakieś obrazy. W powietrzu unosiła się słaba woń stęchlizny, która nagromadziła się tutaj przez wieki. Na ziemi leżał wielki czerwony dywan, który zakrywał większą część podłogi w pokoju. Na staroświeckiej kanapie siedziała kobieta przed którą klęczała postać. Nagle dał się słyszeć krzyk, niespodziewany, jak piorun na burzowym niebie.. Głos tak samo niespodziewanie zamilkł. Niewątpliwie należał do człowieka.
- Ushade, pragniesz jeszcze krwi?
- Tak - odpowiedziała odrzucając na bok ciało mężczyzny. Który jeszcze przed chwilą żył. To on krzyczał..
- Przyprowadźcie jeszcze jedną ofiarę! - Jego głos niósł się echem po pokoju.... Jeżeli można to nazwać pokojem.
W chwilę potem dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn wprowadziło do sali szamoczącą się kobietę. Została rzucona Ushade pod nogi.
- Jak się nazywasz? - Zapytała melodyjnym głosem, pokazując przy tym swoje piękne kły.
- Adee - dumnie odpowiedziała kobieta, patrząc wampirzycy prosto w jej zielone oczy.
- Nie boisz się mnie? - Ushade ponownie uśmiechnęła się.
- Niby, czego mam się bać? Pewnie i tak mnie zabijesz. Czy teraz czy później. Żadna różnica.
- Życie Ci nie jest miłe?
- Nie. Nie mam po co żyć. Nie mam dla kogo żyć.
- Dobrze więc.
Ushade wstała. Powoli, jakby z namysłem, stawiała każdy kolejny krok. Adee, która klęczała oddalona kilkanaście stóp od wampirzycy, czekała na każdy kolejny krok z utęsknieniem. Ta chwila trwała i trwała... Gdy wampirzyca stanęła naprzeciwko swojej kolejnej ofiary, błyskawicznym ruchem odgarnęła włosy z jej szyi. Kiedy wbiła kły w tętnicę poczuła, że żyje. Było to jej prawdziwe życie. Przez jej usta popłynęła ciepła, sycąca krew. Tak to naprawdę było przyjemne. Ciało już martwej dziewczyny odrzuciła na bok. Wtem podszedł do niej Togu i pocałował ją namiętnie, tak jak całują się kochankowie przed kolejnym rozstaniem... Gdy oderwał swoje usta od jej jeszcze pełnych krwi, jakże smacznych i pociągających ust.
Wziął ją za rękę i poprowadził do innego pokoju.
W pomieszczeniu panował półmrok. Ushade szła cicho po starej dębowej podłodze, rozglądając się z zachwytem.
- To zbrojownia. - powiedział.
Młoda wampirzyca przyglądała się z nabożną czcią, każdemu narzędziu śmierci wiszącemu na ścianie, czy też leżącemu na stołach rozstawionych wokół przestronnej sali.
- Możesz wybrać, co tylko zechcesz.
- Co tylko zechcę...- wyszeptała.
Wolnym krokiem ruszyła obchodząc wokoło, całą komnatę. Jej błyszczące, zielone oczy, dokładnie lustrowały każdą z broni. Pięknie wykonane miecze, masywne topory, nieporęczne lecz zabójcze korbacze, halabardy, rapiery, florety, sztylety, szable, włócznie, łuki, kusze, dmuchawki i inne śmiercionośne przedmioty, których nie potrafiła nawet nazwać. A ona mogła wybrać co tylko chciała! Sprawdziła kilkakrotnie każdą z broni, robiła improwizowane ataki, zabijając wyimaginowanych przeciwników, ale żadna z dotychczasowych nie przypadła jej do gustu. Bronie drzewcowe, jak halabardy czy włócznie, w ogóle jej nie odpowiadały. Potrzebowała czegoś lżejszego, szybszego, czegoś z duszą... Nagle jej wzrok utkwił na metrowym, czarnym przedmiocie, lżącym kilka stołów dalej. Spojrzała na dziwne gwiazdki, zakończone ostrzami, nietypowe sztylety bez rękojeści i trzy smoliście czarne pochwy. Uniosła najdłuższą z nich i powoli wysunęła błyszczącą klingę. Broń ważyła mniej od zwykłego miecza, miała okrągłą gardę i była lekko zakrzywiona. Jej oczy dostrzegły dziwne znaki wyryte na ostrzu.
- Co to jest? - zapytała.
- Katana. Miecz wschodnich wojowników, zwanych samurajami. Legendy mówią że niczego się nie lękają.
- Katana... Zadziwiająco lekkie jak na broń dla mężczyzny. Tu są jakieś dziwne znaki. Co one znaczą?
- To znane powiedzenie w kraju pochodzenia tego miecza, a znaczy: "Wahanie jest ziarnem porażki"
- Tak... A pozostałe?
- Najkrótsze to Tanto, a średnie Wakizashi. Katana i Wakizashi w tandemie zwane są Daisho. To bronie wymagające dyscypliny i opanowania, ale wiedziałem że ci się spodobają...
- Dlaczego ty ich nie wziąłeś?
- Mówiłem, dyscyplina i opanowanie. Nie potrafiłem nimi walczyć. Nie chciały się mi poddać... Tamten jest mój. - wskazał leżący na podstawce miecz. Dostałem go od samej Sefi.
- Kiedy zaczniemy trening?- spojrzała na niego z błyskiem swych zielonych oczu i uśmiechnęła się wyzywająco...
- Kiedy tylko będziesz gotowa.
Do pokoju wdarły się pierwsze promienie słońca. Słudzy pojawili się jakby z nikąd. Zasłonili wszystkie kotary w oknach i wyszli. Zaczynał się nowy dzień...a z nim egzystencja ludzi.
- Czas położyć się spać Ushade.
- Z miłą chęcią.
Przeszli przez cały dom, który przypominał bardziej magazyn, a jednak czuło się w tym budynku jakąś atmosferę. Ale czy domową? Nie całkiem...
Sypialnia była gustownie urządzona, wielkie łoże z baldachimem komponowało się z kolorystyką całego pokoju. Meble pochodziły z XII wieku. Były bogato zdobione, po prostu piękne.. Po przyjrzeniu się postaciom zdobiącym kolumny baldachimu można było dostrzec, że każda jest inna, starannie wykonana, ale zarazem straszna... Ponieważ ukazana w momencie agonii...
- Sypiasz tu sam?
- Nie, zdarzało się że miałem towarzyszkę. Teraz mam nadzieję, że miejsce obok mnie przez długi czas nie będzie puste
- Też mam taką nadzieję.
- Przepraszam, zaraz wrócę.
Togu wybiegł z pokoju jak oparzony, widać, że przypomniał sobie pewną nie cierpiącą zwłoki sprawę i musiała być ona załatwiona za dnia. Ushade w tym czasie przebrała się ze skórzanego ubrania, które nadal miała na sobie w zwiewną, letnią koszulę nocną. Która współgrała z kolorami pościeli - była błękitna.
Gdy wrócił, błyskawicznie przebrał się w czarne atłasowe spodnie do spania i położył się obok Ushade na łożu. Po chwili przekręcania się z boku na bok, postanowił przysunąć się i przytulić do wampirzycy.. Po ciężkiej nocy, która bardzo rzadko się zdarzała , ponieważ mało kogo postanawiał przemienić, ten dotyk był ukojeniem.
W sumie było to coś prawie nowego, ponieważ Ushade była trzecią kobietą, którą zmienił. Ale z nią łączyła go jakaś dziwna więź, i przeczuwał, że ona naprawdę wiele osiągnie i będzie wyjątkowa. Gdy zasypiał, ta myśl nie dawała mu spokoju...
II Rozdział
Przytulone wampiry obudziło pukanie do drzwi.
- Czego?
- Panie, znaleźliśmy... - Odpowiedział bojaźliwie głos zza drzwi.
- Dobrze. Możesz odejść.
Togu powoli wstał z łóżka, po jego ruchach można było poznać, że czynił to z wielką niechęcią.
- W szafie - wskazał na wielkie podwójne drzwi z płaskorzeźbami - znajdziesz suknie. Wybierz sobie jakąś.
Ubrał się i wyszedł z sypialni pozostawiając Ushade samą sobie. Gdy otworzyła wielkie drzwi, jej oczom ukazał się oszałamiający widok, wnętrze szafy było wypełnione po prawej stronie sukniami wszelkiej maści: od krótkich po długie aż do ziemi, we wszystkich kolorach poczynając od białej a kończąc na czarnej, od atłasu po bawełnę. Po długiej chwili zamyślenia i przebierania w pięknych kreacjach wampirzyca wybrała czarne odzienie. Suknia podkreślała jej idealną kobiecą figurę. Uwydatniała kształtne piersi i pełne, ale jakże zgrabne biodra. Kiedy znalazła odpowiednie buty, założyła je i wyszła z sypialni zamykając za sobą drzwi. Po krótkiej wędrówce przez labirynt pokoi znalazła Togu. Stał przed drzwiami, trzymając jej płaszcz.
- Właśnie posłałem po Ciebie służbę. Dobrze, że już jesteś. Wychodzimy. Pragnę coś Ci pokazać.
- Idziemy czy jedziemy?
- Jedziemy.
Przed budynkiem czekał powóz do którego były zaprzężone dwa piękne, czarne jak heban rumaki. Woźnica otworzył drzwi, a jej oczom ukazało się wnętrze powozu, które było purpurowe. Gdy dotknęła ławy, na której miała zamiar usiąść, pod palcami poczuła delikatność materiału oraz jego miękkość. Nie wiedziała jak długo będą jechać, ale przeczuwała, że mimo wszystko będzie to wygodna podróż.
- Gdzie
- Do zamku najmilsza, do zamku. - Togu uśmiechnął się szarmancko i pocałował Ushade.
Droga minęła dość szybko. Co jakiś czas wymieniali skromne uwagi, potem znów następowała krępująca cisza... Gdy powóz wreszcie zatrzymał się, a drzwi otworzyły się ich oczom ukazał się zapierający dech w piersiach widok. Ze wzgórza, na którym zatrzymał się powóz, roztaczał się zdumiewający obraz morza, które wydawało się, że nie ma krańca. Nad skarpą, na której właśnie się znajdowali górował zamek.
- To jest cel naszej podróży.
- Achhh - Ushade wydała z siebie ciche westchnienie.
- Składamy wizytę gospodarzowi. - Togu uśmiechnął się ukazując swoje kły.
- Wyborne śniadanie będzie dzisiaj. - Ushade zachichotała i zdała sobie sprawę ze swojego głodu.
- Opanuj głód. Za jakieś dwie godziny będziesz mogła spokojnie się posilić. - Powiedział Togu jakby czytając jej w myślach.
Kołatka na drzwiach przedstawiała dwóch rycerzy walczących ze sobą. Chwilę po tym, jak Togu zastukał nią w drzwi, jedna połowa otworzyła się. Szybkim krokiem doszedł do wampirów lokaj. Był on wysokim, barczystym mężczyzną. Jego przystojna twarz poorana była drobnymi zmarszczkami. Co mówiło samo za siebie, że nie jest on już pierwszej młodości. Ubrany był jak na służbę przystało w czarne odzienie.
- Mój pan oczekuje Państwa.- Powiedział lokaj kłaniając się, ale chwilę potem był już wyprostowany jak żołnierz na warcie.
- Za jakiś czas przyjedzie jeszcze nasza służba, proszę ich wpuścić. - Głos Togu brzmiał groźnie, więc zgięty człowiek nie odważył sprzeciwić się woli gościa.
- Tak jest proszę Pana.- Sługa zgiął się w głębokim ukłonie, zamknął drzwi i odszedł.
W chwile później niewiadomo skąd przed nimi pojawił się majordomus.
- Dobry wieczór państwu. Zapraszam do salonu. Lord już na Państwa czeka. - Ukłonił się nisko nowo przybyły.
Ushade delikatnie ujęła Togu pod ramię. Przeszli przez kilka korytarzy, oraz trzy gustownie i bogato urządzone komnaty. Każda z nich była w innym kolorze. Pierwsza, przez którą przechodzili, była w odcieniu ciemnozielonym, a na jej ścianach wisiały obrazy rodowe. Nic więcej się w niej nie znajdowało. Druga przez, którą przeszli była biblioteka. Była ona dwupiętrowa, na drugie piętro prowadziły rzeźbione schody. Regały zaś były pełne ksiąg, a wejść pilnowały rycerskie zbroje.
- Będę miał co czytać. - Szepnął Togu do ucha Ushade, a ta uśmiechnęła się promiennie.
- Podoba mi się zamek, chociaż widzieliśmy tak mało. - Odszepnęła wampirka.
Przeszli przez jeszcze jedno pomieszczenie. Tym razem było ono w kolorze niebieskim. W komnacie znajdował się kominek, który dawał wiele ciepła. Naprzeciwko niego znajdowała się sofa. Na ścianach wisiały trofea myśliwskie, poczynając od głów dzików i tym podobnych po wypchane sarny, oraz skórę z wielkiego białego niedźwiedzia, która znajdowała się przed kominkiem.
- To jest ten salon?
- Nie, proszę Pana. Lord czeka w wielkim salonie. Jeszcze tylko kawałek.
- To dobrze.
Stanęli naprzeciwko wielkich dwuskrzydłowych drzwi. Płaskorzeźby na nich przedstawiały sceny z raju. Majordomus zręcznie je otworzył - jakby w ogóle nie ważyły i zaanonsował przybycie nowych gości. Gdy chwile potem przepuścił ich, żeby mogli swobodnie wejść do sali, ich oczom ukazał się piękny widok. Całe pomieszczenie było bardzo dobrze oświetlone, ponieważ co kawałek znajdowały się kinkiety ze świecami. Pokój był urządzony gustownie. Meble były stare, ale piękne i proste zarazem, co sprawiało, że salon wyglądał dostojnie. Salon był w kolorze szkarłatnej czerwieni. Ich uwagę przykuł wielki obraz. Jak się potem okazało było to drzewo rodowe Lorda Hendersona. Przeszli już pół sali, ale nie zauważyli jeszcze właściciela zamku.
- Witajcie mości Państwo! - Głos dobiegł z wielkiego fotela, który był ustawiony w stronę kominka. Dlatego wcześniej nie zauważyli gospodarza...
- Witaj Lordzie Syriuszu. Dziękuję za zaproszenie.
Togu podszedł do fotela, pociągając za sobą ciągle przyglądającą się wnętrzu Ushade.
- Twoja małżonka, wielmożny panie? - Słowa Lorda były bardzo uprzejme.
Ushade natomiast lekko drgnęła na dźwięk słowa „małżonka”, bo przecież nią nie była - i nie miała zamiaru być. W poprzednim życiu też jej się udało uniknąć tej „smyczy”.
- Tak, oto Ushade.
Wampirzyca, gdy usłyszała swoje imię wyrwała się z zamyślenia i dygnęła, jak nakazywał zwyczaj szlachecki.
- Proszę usiądźcie. - Syriusz klasnął dwa razy w dłonie i służba wniosła dwa fotele podobne do tego, na którym on siedział.
- Możecie odejść, ale najpierw przynieście coś do picia. - Powiedział, znacząco patrząc na służbę.
- Mieszka tu Lord sam?
- Tak, odkąd zmarła moja małżonka. Jest ze mną jeszcze tylko służba. - Ze smutną miną odpowiedział Syriusz.
- Dobrze.... Bardzo dobrze... - Szeptał sam do siebie Togu.
W tym momencie weszła służka, która przyniosła dzban wina oraz trzy kieliszki. Syriusz wygonił ją ruchem ręki, gdy tylko postawiła tacę na stoliku.
- Nalać panu wina? - Zapytał Togu właściciela zamku.
- Tak, bardzo proszę. - Z uśmiechem na twarzy odpowiedział Henderson.
- Ile lat ma ten zamek? - Zapytała Ushade z żywą ciekawością w oczach.
- Został wybudowany przez mojego prapraprapra dziadka w 1127 roku. - Miło odpowiedział Syriusz.
W czasie, gdy Ushade zabawiała Lorda rozmową. Togu nalewał wina do poszczególnych kieliszków. Gdy już rozlał zawartość dzbanka do trzech kieliszków wrócił do towarzystwa swojej „żony” i władcy tego zamku.
- Wznieśmy toast za jakże szczególnych i ważnych gości w moim domu. - Rozpromieniony lord wyciągnął rękę w górę i wzniósł toast.
- Wznieśmy również toast za pana tego zamku, aby zawsze sprzyjali mu bogowie. - Odpowiedział Togu.
CDN
[Wrocław, Październik 2004 - ...]
By Aleksandra 'Nami' Twardowska
Napisane w opowiadania, wszystkie | 11 komentarzy
07 stycznia, 2006
Jako, że za jakiś czas (mam nadzieję) przy joggerze2 będzie można dzielić swoje wpisy na kategorie, to ja postanowiłam, że będę publikowała swoje opowiadania (;P), a co. Niekoniecznie są one wysokich lotów, ale grafomaństwo uskuteczniam już od dawna i sądzę, że jeszcze mi to zostanie na długi czas ;). A na razie na wordpressa nie chce mi się przenosić - tylko ze względu na to, że tam sobie mogę to wszystko podzielić - do tego nie mam już czasu.
Napisane w różniste, wszystkie | Dodaj komentarz