28 maja, 2006
Poprzednia notka uległa samozniszczeniu, gdyby ktoś namiętnie próbował się doszukiwać dwóch nowych opublikowanych w dniu dzisiejszym.
Zebrało mi się trochę, to ponarzekam i pomarudzę. Sądzę, że będzie to długie, nie koniecznie miłe i przyjemne - zarówno dla kościoła jako takiego, jak i dla społeczeństwa polskiego - opieram się na tym co znam i widzę. Nie twierdzę, że tak jest wszędzie.
Od czego się zaczęło? A no od zaproszenia na pierwszą komunię - nie wiem w sumie do końca kim jest ten dzieciaczek dla mnie (syn córki mojego ojczyma) jakaś siódma woda po kisielu i tak naprawdę to my nie jesteśmy spokrewnieni, ale jako, że tatuś znów nieobecny, to delegacja z domu musiała się pojawić.
Pierwszy raz od jakiś sześciu lat przekroczyłam próg kościoła katolickiego (ślub kuzynki w cerkwi się nie liczy, bo to zupełnie inna bajka) co mnie od razu odrzuciło, to zapach wody święconej. Tak nienawidzę jej - tak samo jak tego charakterystycznego, sterylnego zapachu szpitala. Zbiera mi się na ciarki. Dobrze, że moja mamusia ma do tego luźne podejście i nie opier***iła mnie za te ciągłe miny i narzekania. Pomijam już fakt osoby proboszcza, który prowadził całą 'ceremonię' - potrafi uśpić dwoma zdaniami, zero radości życia w kolesiu i wigoru, zniechęca do wszystkiego a do tego smęci tak, że można się przekręcić na miejscu. Notabene zostałam zabita wzrokiem przez starszą panią, siedzącą po mojej lewicy za każdym razem, gdy była jakaś radosna piosnka chwaląca Pana, albo modlitwa - moje usta ani razu się nie poruszyły, aby zmówić czy zaśpiewać to z wiernymi - owa przemiła kobieta, również była przyczyną mojej około półdniowej głuchoty na jedno ucho - tak pięknie zawodziła i fałszowała.
Stwierdzam, że niezłą kasę kościół zarobił na tej imprezie. Rodzice płacili normalnie za komunię, zbierali na tacę w trakcie mszy, a do tego księżulek dostał podziękowania i prezenty od dzieciaczków, a rodzice i katecheci tylko podziękowania. A organizacja? Śmiem twierdzić, że prawie zerowa. Jakiś koleś wyszedł czytać ewangelię - normalnie zajmuje to około 5 słownie pięciu minut programu, a to biedaczysko czytało jakieś piętnaście - wyglądało tak jakby został kilka sekund wcześniej uświadomiony, że teraz to jego kolej i dostał text przed oczy pierwszy raz w życiu.
Ogólnie mnie to wszystko śmieszyło - kolejne pokolenie wyuczone na pamięć i dość często na siłę - bo tak wypada, tak powinno być - wierszyków, litanii, piosenek, oj przepraszam - pieśni - słowem nic konstruktywnego i budującego. Najlepszy był starszy brat młodzięca przystępującego do sakramentu jak usłyszał, że mają być znów o 16 w kościele "Co? Znów mam tutaj dzisiaj przyjść?".
Ciekawi mnie co by było, gdyby któreś dziecię się pomyliło w momencie wyznania wiary i zamiast powiedzieć, że 'wierzy w Boga', powiedziałoby, że się 'wyrzeka' - tak jak miało to brzmieć w wypadku naszego kochanego Diabła. Msza miała być krótka, jednak zważywszy na polot, poczucie humoru księdza, pchanie się wszystkich dziadków i babć do komunii świętej (większość młodzieży została w ławkach, tak dla ironii), z deka się wydłużyła i dziękowałam Bogu jak już mogłam się ulotnić z tego świętego przybytku.
Stanowczo nie podoba mi się zwyczaj picia alkoholu na Pierwszej Komunii, rozumiem, że dzieciaki i dorośli się oddzielnie bawią. Ale dla mnie to jest niepoważne. Tak samo jak zachlewanie się na chrzcie. Bo 'każda okazja do picia jest dobra'. To kurde umówicie się i idźcie na ławeczki popić - więcej zabawy wtedy będzie... Rozumiem - bierzmowanie czy ślub - ok, dzieciaki są starsze etc. Ale przykład dają pierwszy, a później się człowiek dziwi, że w izbach wytrzeźwień jest coraz więcej małolatów. A skąd mają i wynoszą taki przykład? Oczywiście, od kochanej najbliższej rodzinki. Ale to jest właśnie polska mentalność. Nie mam kasy, ale i tak pójdę sobie po wódeczkę, tak jest łatwiej - uciec, zapomnieć, choć na chwilę, co z tego, że później i ciągle będzie jeszcze gorzej i gorzej.
O czym to ja jeszcze miałam... A, o imprezach rodzinnych. Dobre są, ale jeśli rodzina Ci jest bliska i rozrzucona po całej Polsce, że aż miło Ci jest ich wszystkich spotkać. Do tego jeśli ich wszystkich znasz, a nie tylko skromną, może 1/10 części, która zasiada wraz z Tobą przy stole. Z czegoś takiego chce się człowiek ewakuować po jakiś dwóch godzinach, bo ma dość. Dobrze, że moja mama miała dużo pracy na jutro i umożliwiła mi to - za co jestem jej wielce wdzięczna.
Zebrało mi się trochę, to ponarzekam i pomarudzę. Sądzę, że będzie to długie, nie koniecznie miłe i przyjemne - zarówno dla kościoła jako takiego, jak i dla społeczeństwa polskiego - opieram się na tym co znam i widzę. Nie twierdzę, że tak jest wszędzie.
Od czego się zaczęło? A no od zaproszenia na pierwszą komunię - nie wiem w sumie do końca kim jest ten dzieciaczek dla mnie (syn córki mojego ojczyma) jakaś siódma woda po kisielu i tak naprawdę to my nie jesteśmy spokrewnieni, ale jako, że tatuś znów nieobecny, to delegacja z domu musiała się pojawić.
Pierwszy raz od jakiś sześciu lat przekroczyłam próg kościoła katolickiego (ślub kuzynki w cerkwi się nie liczy, bo to zupełnie inna bajka) co mnie od razu odrzuciło, to zapach wody święconej. Tak nienawidzę jej - tak samo jak tego charakterystycznego, sterylnego zapachu szpitala. Zbiera mi się na ciarki. Dobrze, że moja mamusia ma do tego luźne podejście i nie opier***iła mnie za te ciągłe miny i narzekania. Pomijam już fakt osoby proboszcza, który prowadził całą 'ceremonię' - potrafi uśpić dwoma zdaniami, zero radości życia w kolesiu i wigoru, zniechęca do wszystkiego a do tego smęci tak, że można się przekręcić na miejscu. Notabene zostałam zabita wzrokiem przez starszą panią, siedzącą po mojej lewicy za każdym razem, gdy była jakaś radosna piosnka chwaląca Pana, albo modlitwa - moje usta ani razu się nie poruszyły, aby zmówić czy zaśpiewać to z wiernymi - owa przemiła kobieta, również była przyczyną mojej około półdniowej głuchoty na jedno ucho - tak pięknie zawodziła i fałszowała.
Stwierdzam, że niezłą kasę kościół zarobił na tej imprezie. Rodzice płacili normalnie za komunię, zbierali na tacę w trakcie mszy, a do tego księżulek dostał podziękowania i prezenty od dzieciaczków, a rodzice i katecheci tylko podziękowania. A organizacja? Śmiem twierdzić, że prawie zerowa. Jakiś koleś wyszedł czytać ewangelię - normalnie zajmuje to około 5 słownie pięciu minut programu, a to biedaczysko czytało jakieś piętnaście - wyglądało tak jakby został kilka sekund wcześniej uświadomiony, że teraz to jego kolej i dostał text przed oczy pierwszy raz w życiu.
Ogólnie mnie to wszystko śmieszyło - kolejne pokolenie wyuczone na pamięć i dość często na siłę - bo tak wypada, tak powinno być - wierszyków, litanii, piosenek, oj przepraszam - pieśni - słowem nic konstruktywnego i budującego. Najlepszy był starszy brat młodzięca przystępującego do sakramentu jak usłyszał, że mają być znów o 16 w kościele "Co? Znów mam tutaj dzisiaj przyjść?".
Ciekawi mnie co by było, gdyby któreś dziecię się pomyliło w momencie wyznania wiary i zamiast powiedzieć, że 'wierzy w Boga', powiedziałoby, że się 'wyrzeka' - tak jak miało to brzmieć w wypadku naszego kochanego Diabła. Msza miała być krótka, jednak zważywszy na polot, poczucie humoru księdza, pchanie się wszystkich dziadków i babć do komunii świętej (większość młodzieży została w ławkach, tak dla ironii), z deka się wydłużyła i dziękowałam Bogu jak już mogłam się ulotnić z tego świętego przybytku.
Stanowczo nie podoba mi się zwyczaj picia alkoholu na Pierwszej Komunii, rozumiem, że dzieciaki i dorośli się oddzielnie bawią. Ale dla mnie to jest niepoważne. Tak samo jak zachlewanie się na chrzcie. Bo 'każda okazja do picia jest dobra'. To kurde umówicie się i idźcie na ławeczki popić - więcej zabawy wtedy będzie... Rozumiem - bierzmowanie czy ślub - ok, dzieciaki są starsze etc. Ale przykład dają pierwszy, a później się człowiek dziwi, że w izbach wytrzeźwień jest coraz więcej małolatów. A skąd mają i wynoszą taki przykład? Oczywiście, od kochanej najbliższej rodzinki. Ale to jest właśnie polska mentalność. Nie mam kasy, ale i tak pójdę sobie po wódeczkę, tak jest łatwiej - uciec, zapomnieć, choć na chwilę, co z tego, że później i ciągle będzie jeszcze gorzej i gorzej.
O czym to ja jeszcze miałam... A, o imprezach rodzinnych. Dobre są, ale jeśli rodzina Ci jest bliska i rozrzucona po całej Polsce, że aż miło Ci jest ich wszystkich spotkać. Do tego jeśli ich wszystkich znasz, a nie tylko skromną, może 1/10 części, która zasiada wraz z Tobą przy stole. Z czegoś takiego chce się człowiek ewakuować po jakiś dwóch godzinach, bo ma dość. Dobrze, że moja mama miała dużo pracy na jutro i umożliwiła mi to - za co jestem jej wielce wdzięczna.
Napisane w osobiste, wszystkie | 20 komentarzy
KoT Da Vinci
27 maja, 2006Czytałam. Long ago, ale jednak. Moja wzrokowa pamięć mnie nie zawodzi nigdy. Ominęli trochę szczegółów i całkowicie zmienili zakończenie - co bynajmniej mi nie odpowiadało, bo je szczególnie dobrze zapamiętałam. Oczywiście wysokie mniemanie o sobie daje znak i każe namolnie stwierdzić, że mam lepszą wyobraźnię niż pan reżyser, a co!
Osobie, która nie czytała wcześniej książki będzie się podobał film, jeśli lubi trochę zagadek, dziwnych zwrotów akcji, ale niestety tak jak słyszałam wcześniej dla kogoś, kto zetknął się już z tą pozycją nie jest to nic specjalnego - bo szczerze nie było - dobrze, przyznaje - motywy retrospekcyjne, jak pokazywali Rzym, wyprawy krzyżowe, grób Newtona - to robiło wrażenie, ale to TYLKO efekty specjalne - za dużą kasę, nawet marna produkcja może mieć takie, a coby nie mówić ten film już na siebie zarobił i powiedziałabym, że po jakiś dwóch, no może trzech dniach od premiery.
Momentami wyglądało tak, jakby na to Hollywoodzkie cudo miał wpływ Kościół i poddał go cenzurze, tak jestem uprzedzona i nic tego nie zmieni. Ale to moja opinia i specjalnie nie zależy mi, aby ktoś się z nią zgadzał, więc proszę na mnie nie skakać - bo albo w ogóle nie odpowiem, albo zakończy się to atakiem, na osobę, która pierwsza rzuciła mi rękawicę.
Osobie, która nie czytała wcześniej książki będzie się podobał film, jeśli lubi trochę zagadek, dziwnych zwrotów akcji, ale niestety tak jak słyszałam wcześniej dla kogoś, kto zetknął się już z tą pozycją nie jest to nic specjalnego - bo szczerze nie było - dobrze, przyznaje - motywy retrospekcyjne, jak pokazywali Rzym, wyprawy krzyżowe, grób Newtona - to robiło wrażenie, ale to TYLKO efekty specjalne - za dużą kasę, nawet marna produkcja może mieć takie, a coby nie mówić ten film już na siebie zarobił i powiedziałabym, że po jakiś dwóch, no może trzech dniach od premiery.
Momentami wyglądało tak, jakby na to Hollywoodzkie cudo miał wpływ Kościół i poddał go cenzurze, tak jestem uprzedzona i nic tego nie zmieni. Ale to moja opinia i specjalnie nie zależy mi, aby ktoś się z nią zgadzał, więc proszę na mnie nie skakać - bo albo w ogóle nie odpowiem, albo zakończy się to atakiem, na osobę, która pierwsza rzuciła mi rękawicę.
Napisane w film, wszystkie | 4 komentarze