Krwawe walentynki

15 lutego, 2007
Krew lała się tonami wczoraj. Teraz zresztą też mi leci z tej dziury po zębie. Szarpała, ciągnęła, podważała. Na szczęście wiertła nie używała. Ale i tak wyłam z bólu na tym fotelu. Trzech znieczuleń jeszcze w życiu nie dostała, a jak zaczęły puszczać. Półprzytomnie tylko udało mi się BECK'a oglądać, nic innego nie byłam w stanie robić, a to przynajmniej pozwalało mi się oderwać od koncentracji na bólu, bo musiałam skupić się na czytaniu...

Aaaa i przykładanie mocno zimnego Tymbarka Life naprawdę pomaga.

Komentarze do wpisu "Krwawe walentynki":

1. Maniut napisał(a):
17 lutego 2007, 17:36:01

Oj, biedactwo... ja chodzę z zaślepioną resztką korzenia, na którego miejscu ma pojawić się nowy ząb, lecz nie mam czasu ani pieniędzy... tak to już jest z zębami ;)

« Wróć