Kurna
20 marca, 2007Kulturalnie, jak na wiosnę przystało wyszłam sobie rano na angielski w trampkach. Jeszcze nie padało. Zaczęło lać, jak sąsiadka (fuksem) zgarniała mnie z przystanku, na którym bym jeszcze trochę kwitła, bo autobusu ni widu ni słychu. Ale to jeszcze nic. W dalszej drodze przemokły mi buty - wyschły przez półtorej h na szczęście, więc jako tako mogłam wrócić. Jako tako jest określeniem słabym, ponieważ doczłapałam się do domu w trampkach pełnych wody, spodniach mokrych do połowy łydek i okapujących z wody. Śnieg zaszczycił nas swoją obecnością. A kurna miałam tyle spraw dzisiaj załatwić na mieście, ale co z tego jak mi stopy odmarzły po kilku krokach? Argh.
Wiosna! Gdzie to słońce? Ja nie chcę już śniegu, deszczu. Chce słońce. Nie palące niemiłosiernie, topiące wszystko co się da. Nie. Takie cieplutkie, wiosenne aby chodzić już w krótkim rękawku.
Jak to mówi Shikamaru: troublesome
Wiosna! Gdzie to słońce? Ja nie chcę już śniegu, deszczu. Chce słońce. Nie palące niemiłosiernie, topiące wszystko co się da. Nie. Takie cieplutkie, wiosenne aby chodzić już w krótkim rękawku.
Jak to mówi Shikamaru: troublesome
Komentarze do wpisu "Kurna":
1.
Bartini napisał(a):
20 marca 2007, 16:20:12
Też bym chciał, ale niestety na ostatni dzień zimy natura zrobiła mocne uderzenie :/