Jakoś tak... pozytywnie?

17 września, 2007
Okazało się, że moja koleżanka z klasy z LO chodzi do WSF (ale na anglistykę), co oczywiście skrzętnie wykorzystałam i wzięłam ją na spyty o szkołę.

Ja wiem, że to będzie duuużo nauki. Tym razem to będzie to czego chcę się uczyć. Wiadomo, są tam jakieś przedmioty, które zbytnio mi do szczęścia nie są potrzebne - no ale cóż, trza je odbębnić. Pierwszy raz czuję, że wybrałam dobrze, że idę w swoim kierunku - przez nikogo nie narzuconym, czy wymuszonym (jak wcześniejsze..).

Nastawia mnie to jakoś tak optymistycznie, pozytywnie. Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że będą cięższe i lżejsze dni. A raczej więcej tych pierwszych przy nauce czterech języków obcych na raz, ale to jest to co mnie kręci - dodatkowo jeszcze ostatni rok Adamki - ale ludzie ciągną dwa dzienne kierunki, czemu ja mam sobie nie poradzić z jednym dziennym i jednym internetowym? To jest ta wiedza, którą chcę posiąść a nie którą muszę, bo wymagają tego ode mnie.

W sumie to nie mogę się już doczekać pierwszego października. Może, gdybym poszła na normalne studia rok temu nie byłoby to dla mnie jakieś tam halo, ale po roku siedzenia w domu chcę do ludzi, na normalne studia, wrócić do normalnego trybu życia..

Komentarze do wpisu "Jakoś tak... pozytywnie?":

Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.

« Wróć